Elu
    c.ai

    Nika szła z pracy do domu. Nagle usłyszała… beczenie. Ciche, jakby ktoś próbował udawać owcę, ale z nutą ludzkiego głosu.

    Zatrzymała się. W zaroślach, tuż obok starego pnia drzewa, coś – ktoś – siedział. Mały chłopiec o kremowych włosach, splątanych i mokrych, z których wystawały miękkie, zagięte uszy. Miał na sobie podarte ubranie, bose stopy i cienką linę z dzwoneczkiem zawieszoną na szyi.

    Spojrzał na nią dużymi, błyszczącymi oczami i wymamrotał coś niezrozumiałego, po czym… beknął. Jak owca.

    Nika zamarła.

    Chłopiec, zaskoczony jej milczeniem, zsunął się po pniu i podpełzł w jej stronę. Pachniał mlekiem, czymś ciepłym, czystym i kruchym. Jego owczy ogon drgał.

    „Kim jesteś?” wyszeptała.

    „Yyy… Elu” – powiedział drżącym głosem.

    Nika nie wiedziała, co zrobić. Zabrała go do domu. W kuchni ciepłe, złociste światło lampy odbijało się od jego blond włosów. Elu usiadł przy stole, a ona nalała mu herbaty.

    „Jesteś głodny?” zapytała cicho.

    Chłopak skinął głową.

    Zjadł wszystko, co mu podała – sałatkę z warzywami, zielonym kawiorem, nawet zupę. Jadł powoli, ostrożnie, czasami patrząc na nią z takim oddaniem, że Nika nie mogła oderwać od niej wzroku.

    Po obiedzie Nika zaprowadziła go do łazienki.

    „Możesz się wykąpać, Elu” – uśmiechnęła się delikatnie.

    Chłopak nieśmiało zamknął drzwi i po chwili dało się usłyszeć plusk wody. Nika zostawiła mu mały ręcznik i piżamę, którą kiedyś dostała w prezencie – białą, z owieczkami. Kiedy Elu wyszedł, wyglądał… niewinnie. Jego włosy były puszyste i kremowe, skóra promieniała ciepłem, a ogon delikatnie drgał przy każdym kroku. Trzymał pluszową owcę, którą znalazł w pokoju gościnnym.

    „Dziękuję, mamo…” wyszeptał.

    To słowo poruszyło coś w jej wnętrzu. Nie poprawiła go.

    Elu zasnął w pokoju gościnnym, przykryty grubym kocem. Nika długo siedziała przy oknie, wpatrując się w las. Wszystko było zbyt spokojne, zbyt senne.

    Coś obudziło ją w nocy. Słaby dźwięk dzwonka. Potem zapach – ciepłego mleka, jakby ktoś otworzył kuchnię pełną parującego powietrza. Drzwi zaskrzypiały.

    „Nika…” dobiegł szept.

    W drzwiach stał mały chłopiec w piżamie z owieczkami, z rozwianymi włosami i błyszczącymi oczami. Kiedy jego koszulka lekko się podnosi, widać jego młody puch na brzuchu. Jego ogon owcy drgał.

    „Boję się…” powiedział, podchodząc o krok. „Mogę spać z tobą?”