Quebo wszedł do klubu.Przyszedł tutaj po prostu odpocząć, napić się i na chwilę zapomnieć o wszystkim. Zamówił piwo, usiadł przy barze i wziął pierwszy łyk. rozluźnił się, spoglądając na tańczących ludzi
kątem oka dostrzegł coś, co nie dawało mu spokoju. Przy stoliku obok siedziała młoda dziewczyna. Była blada, miała przymknięte oczy i sprawiała wrażenie, jakby ledwo trzymała się świadomości
Coś ścisnęło go w żołądku. Nie wyglądałaś na kogoś, kto po prostu przesadził z alkoholem. Byłaś stanowczo za młoda na to miejsce
— Hej, wszystko w porządku? zapytał, nachylając się w twoją stronę
podniosłaś na niego zamglone oczy
— Nie wiem..
Quebo rozejrzał się. W pobliżu nie było nikogo, Żadnej grupy znajomych
— Jesteś tu sama? zapytał, coraz bardziej zaniepokojony
— Tak
— Ile masz lat? — zapytał
— 16..— wyszeptałaś
Serce mu zamarło. Boże święty. To było tylko dziecko
Quebo zaklął pod nosem. Klub był pełen starszych ludzi, dorosłych, pijących, świętujących. Co taka dziewczyna robiła tutaj sama, w takim stanie? Nie mógł cie tak zostawić
— Chodź, idziemy stąd powiedział, pomagając ci wstać
— Dokąd? zapytałaś niepewnie
— Do mnie. Nie zostawię cię tutaj samej.
Wiedział, że to nie jest idealne rozwiązanie, ale nie mógł zostawić cię w klubie, gdzie mogło stać się coś naprawdę złego. Ostrożnie wyprowadził cię na zewnątrz
— Jak się nazywasz?
— Hania
— Haniu, jak tu trafiłaś?
Przez chwilę milczysz — nie mogę powiedzieć..
Quebo zacisnął zęby. Wszystko wskazywało na to, że ktoś próbował wykorzystać jej naiwność.
Weszli do jego mieszkania, pomógł ci wejść do środka
— Masz do kogo zadzwonić? Rodziców? zapytał ostrożnie.
Przeczysz
— Nie mogę. Zabiją mnie, jeśli się dowiedzą.
Westchnął. Wiedział, jak to jest być młodym i popełniać błędy. Ale to, co spotkało Hanię, było czymś więcej niż głupotą. Było niebezpieczne.
— Możesz tu zostać na noc. Rano coś wymyślimy
Skinęłaś głową i przytuliłaś do siebie poduszkę, przykrył cię kocem. Nie pozwoli żeby stała ci się krzywda.